niedziela, 11 maja 2014

02. 7 days to the wolf

Nemeyeth kroczyła bosymi stopami po leśnej dróżce usypanej z ziemi oraz szarych kamyków, obramowujących ją. Ścieżka wiodła ją po zalesionym wzgórzu. Drzewa miały soczyście zielone liście, kora opinająca pnie była brązowa, świeża. Co jakiś czas rosły białe brzozy, z odpadającą skórką w wapiennym kolorze, obsypaną dookoła niczym płatki śniegu. Jasne słońce przebijało się poprzez luki między drzewami, padając na trawę i mech, doskonale miękkie, jak najlepsze lekarstwo dla stóp. Niebo prześwitujące pomiędzy liśćmi miało piękny, niebieski kolor, jak świeżo wydobyte brylanty. W lesie panowała cisza. Nawet najlżejszy powiew wiatru jej nie zmącił.
Po wielu cichych minutach Nemo wychwyciła swoimi elfimi uszami delikatny szum. Obróciła głowę w stronę, z którego dochodził. Dojrzała srebrzysty górski strumyk, spływający po skalnych schodach. W misie, która otworzyła się pod jednym z licznych maleńkich wodospadów, kwitły lilie. Ich płatki były białe, zaróżowione przy końcu, jak rumieńce, które wykwitają na policzkach młodej, zawstydzonej dziewczyny. Ich liście były zielone, a powierzchnię miały zaś pomarszczoną jak policzki staruszki. Delikatność i piękno biły od nich niczym promienie. Elfka podeszła bliżej. Krańce palców jej małej, szczupłej dłoni zanurzyła w wodzie. Włożyła je głębiej, nabierając wody i napiła się jej. Była chłodna i orzeźwiająca, tak, że wystarczyło kilka łyków, aby ugasić pragnienie. Wierzchem dłoni elfka otarła mokre usta. Jej wzrok nagle przykuł młody wilk, stojący na drugim brzegu leśnego strumyka.
Wilk był spory, jego futro było srebrzyste. Ostre, czarne pazury zwieńczały palce wielkich, silnych łap. Nemeyeth zauważyła, że wilk jest spłoszony jej obecnością, pomimo swojej wielkości i siły. Przyczyną tego okazał się cierń, boleśnie wpijający się w poduszkę przedniej lewej łapy. Sierść miał posklejaną od ciemnoczerwonej, zaschniętej krwi, która wciąż wydobywała się z rany, która musiała istnieć już długi czas. Wilk popatrzył na Nemo wilgotnymi oczami z nadzieją oraz strachem.
- Tule luokseni - powiedziała po elficku. - Podejdź do mnie, opatrzę Twoją ranę.
Elfka, oprócz czarnej magii, władała także żywiołem Ziemi. Potrafiła więc zapanować zarówno nad samym żywiołem, roślinnością, jak i również porozumiewać się ze zwierzętami związanymi z Ziemią.
Wilk ostrożnie przeskoczył przez strumyk, niefortunnie lądując na zranionej kończynie. Zaskomlał z bólu, gdy cierń wbił się głębiej w łapę.
- Ostrożnie, kultaseni. Teraz pokaż mi tę ranę.
Nemeyeth wzięła wilczą łapę w dłonie, zbliżyła do niej twarz, bez obawy, że wilk ją zaatakuje. Zaobserwowała, że cierń ma trzy końce, oraz, że pochodzi z trującej rośliny. Wbity był głęboko, jednak trucizna rozchodziła się bardzo powoli. Elfka oderwała trzy długie skraje materiału ze swojej sukni, jednym obwiązując łapę wilka mocno dwadzieścia centymetrów powyżej rany. Pogłaskała wilka po puszystym łbie, po czym drugi kawałek materiału dokładnie zmoczyła w strumieniu. Delikatnymi ruchami przecierała ranę, aby oczyścić ją z ziemi i małych kamyków, które się do niej dostały. Odrzuciła brudną już szmatkę, złapała za cierń i powoli, łapiąc za jego koniec, zaczęła wyciągać go z rany. Popłynęła świeża krew, a wilk pisnął.
- Spokojnie, spokojnie. Nie ruszaj się - uspokoiła zwierzę.
Dłonią zaczerpnęła wody ze źródła i polała ranę.
"W ten sposób nic nie zdziałam", pomyślała. "Muszę wyciągnąć kolec szybko, będzie go bardziej bolało, lecz pójdzie to szybciej i być może straci mniej krwi, niż gdybym wyciągała go powoli".
Ponownie złapała cierń, tym razem mocniej. Szarpnęła nim błyskawicznie, wyrywając go z rany. Wilk zawył i szarpnął ciałem, jednak elfka mocno trzymała go za łapę. Delikatnie rozsunęła brzegi rany i zaczęła polewać ją wodą ze źródła, aby wypłukać truciznę. Po dłuższej chwili łapa była oczyszczona. Nemo złączyła i przycisnęła brzegi rany. Ostatni, najdłuższy skrawek materiału z jej sukni miał posłużyć jako bandaż. Dokładnie i troskliwie owinęła łapę. Powoli też rozwiązała supeł, który zawiązała ponad raną i wzmocniła nim prowizoryczny bandaż. Wilk leżał chwilę, wyczerpany. Dziewczyna obejrzała cierń, po czym obmyła go w źródle i schowała do skórzanej sakiewki, którą nosiła przy pasie.
- Już po wszystkim, kultaseni. Możesz odejść.
Wilk uniósł się ostrożnie, oczekując fali bólu, która jednak nie nadeszła. Nachylił się nad strumieniem i łapczywie zaczął z niego pić. Gdy skończył, machnął ogonem i usiadł wpatrzony w Nemeyeth.
- No, o co ci chodzi, bestio? Łapa opatrzona. Możesz skakać do woli. - elfka odwróciła się i zaczęła odchodzić. Usłyszała za sobą ciche, ciężkie kroki. Odwróciła się. Ujrzała za sobą wilka, którego właśnie opatrzyła.
- Czego chcesz ode mnie? - zapytała zdziwiona. Wilk w odpowiedzi wskoczył na skalną półkę, na której płynął strumień. Jego kończyny, koniec ogona i pyska zrobiły się czarne niczym węgiel, a błękitne oczy zbielały. Wilk zawył głosem przenikającym do szpiku kości. Spojrzał elfce w oczy, a w jej głowie zaświtała myśl: "Ta bestia jest mi wdzięczna. On chce mi służyć".
Zwierzę zeskoczyło, podbiegło do dziewczyny, a jego sierść z powrotem stała się srebrna, gdy jego oczy ponownie były niebieskie. Stanął na tylnych łapach, a przednimi oparł się o klatkę piersiową Nemo. Była ona mrocznym elfem, a więc nie była zbyt wysoka. Wilk przewyższał ją o ponad głowę, gdy stał na tylnych łapach. Językiem dotknął jej czoła, owionął ją cudowny, słodki zapach.
- Jesteś magicznym wilkiem! I jeszcze chcesz mi służyć! - wykrzyknęła Nemeyeth. Była zadziwiona. Magiczne wilki zwykły być panami samych siebie. Służyły jedynie tym, którzy schwytali je w niewolę, co było prawie niemożliwe, poza tym były agresywne w stosunku do swoich właścicieli. Tymczasem ten wilk z własnej woli chciał jej pomagać.
Ich umysły w tym momencie się połączyły. Oboje wiedzieli, że będą wspaniałymi przyjaciółmi i pokochali się z całego serca. Elfka wtuliła się w wilka.
- Nadam Ci imię Peto. Bestia.
Odeszli razem leśną ścieżką, ramię w ramię, jak gdyby znali się od wielu lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatni krzyk złapanej duszy.