Krążyła po dawnej alejce, jej stopy szeleściły w ciemnozielonym bluszczu, gdy przedzierała się przezeń. Oplatał jej nogi, jakby żył i chciał, aby ona podzieliła smutny los tych, których już nikt nie pamięta.
"Ziemia jest moim żywiołem, lecz... ta się buntuje", pomyślała Nemeyeth.
Znalazła nagrobek, który ją interesował.
Przyklęknęła, odgarniając drobną dłonią ziemię i liście, które w tak długi czas uzbierały się na powierzchni nagrobka wepchniętego brutalnie w ziemię, przewróconego, jakby piekło chciało go pochłonąć.
Długą chwilę się wahała. Co, jeżeli nie podoła? Co, jeśli jej umiejętności w zakresie nekromancji są zbyt małe? Tak wcześnie opuściła swój lud... choć fakt, że była najzdolniejszą uczennicą i najbardziej utalentowaną mroczną elfką ze swojego szczepu, czynił ją dumną. Wszak przez dwadzieścia lat nauczyła się tego, co inne elfy uczą się w przeciągu od pięćdziesięciu do stu lat. Teraz, mając zaledwie niespełna trzysta lat, była znana jako jeden z najzdolniejszych adeptów nekromancji w całym świecie.
Nie wiedziała jednak, dlaczego jej intuicja tak buntuje się, tak wzbrania się przed zrobieniem tego. Ziemia w tym miejscu nie chciała wykonywać jej rozkazów, a jak będzie z czarną magią?
Zdecydowała. Podejmie ryzyko. Wezwie straszliwego upiora, strażnika parku, który kiedyś ukazał się psu jej ciotki, gdy ciotka była z nim na spacerze. Pies stanął w miejscu, zaczął przeraźliwie szczekać, po czym umknął do domu. Nie był to pierwszy lepszy strachliwy pies - wielki pies, którego sierść przypominała owoc kasztana pokryty rdzą... To przez tego psa Nemeyeth miała uraz w psychice i bała się co większych psów.
Otrząsnęła się ze wspomnień.
Rozglądnęła się bacznie na boki. Park był całkiem pusty, jeśli nie liczyć wesołych wiewiórek biegających po nim. Cofnęła się o krok, by stać miedzy dwoma wysokimi drzewami. Wzięła głęboki wdech i wyciągnęła ręce w stronę nagrobka. Zamknęła oczy i cicho zaczęła recytować stare zaklęcia. Skupiła się. Teraz czuła, że przez każdą, nawet najmniejszą komórkę jej ciała przelewa się mroczna moc. Poczuła to! Gęste, mroczne impulsy płynące z grobu. Najpierw słabe, lecz później tak mocne, że wydawało się, jakby oplatały jej ciało grubymi warstwami. Nie mogła się ruszyć, jej koncentracja powoli słabła. Niepokoiło ją to. Nigdy tego nie odczuwała, jednak kiedyś jeden z najstarszych mentorów ostrzegał ją przed tym. "Pamiętaj, viisas Nemeyeth; nie zadzieraj z nim. Jeżeli będziesz czuła, że fale bijące z grobu lub tej istoty zalewają cię jak gęste bagno, w które wpada się przypadkiem błądząc po mokradłach, zaprzestań. Może być tak, że przeciwnik jest silniejszy. Może cię pokonać, a takiej straty byłoby szkoda... jesteś najmądrzejszą z moich wszystkich podopiecznych. On jest utkany ze zła, a śmierć jest jego pobratymcą. Uciekaj" brzmiało w głowie elfki. Postanowiła jednak, że wytrwa.
Ukazał się. Był wysoki i bardzo wychudzony. Miał ludzki tułów, z którego wyrastały dodatkowe trzy pary rąk, przez co korpus przypominał wielkiego pająka. Na twarz miał zarzucony ciemny kaptur. Widziała jedynie czerwone błyski w miejscu, gdzie winny być oczy. Słabła. Upiór roześmiał się.
- Głupia! Nie rozumiesz, że jestem silniejszy? Zgniotę Cię małym palcem, niczym karalucha! - jego głos był niski, rozdwojony, pochodzący z głębi zapadniętej klatki piersiowej.
- Chcę tylko zadać kilka pytań... a później Cię pokonać! - wykrzyknęła, mimo, że z każdą sekundą czuła, że życie, choć nieśmiertelne, uciekało z niej.
- Nie, nie będziesz zadawać pytań. Kim, u diabła, jesteś, że śmiesz w ogóle się do mnie odzywać?! - krzyknął dudniącym głosem, po czym uniósł rękę i siłą telekinezy rzucił elfką o ziemię. Nie ruszała się. - Wstawaj! Walcz, jeśli masz odwagę! - koniec zdania umknął w ryku straszliwego śmiechu.
Nemeyeth podniosła się, czuła, że poniosła klęskę. Cóż ona mogła zrobić? Ona, mała, słaba elfka, przeciwko tak silnemu upiorowi? Starzec miał rację. Nie mogła go pokonać. Mogła jednak zagonić go z powrotem do grobu. Oszukując własne nerwy, stała się pusta, jedyne, co czuła, to mroczna energia. Upiór miotał nią na wszystkie strony. Usłyszała chrupnięcie, złamał jej żebro. Skuliła się, lecz nie poczuła bólu. Zbierała energię, wszelkie jej resztki. Uniesiona przez moc upiora, chwyciła się drzewa i stabilnie stanęła na rozgałęzieniu. Zamachnęła się i rzuciła ogromną kulą energii wprost w niego. Usłyszała ryk złości i wiedziała, że udało się jej. Lecz była to ostatnia myśl przed utratą świadomości.
Obudziła się we własnej kryjówce. Przed nią siedział starzec - mentor, o którym tak niedawno myślała. Poruszyła się, po czym syknęła z bólu.
- Poczywaj - mruknął starzec. - Masz złamane dwa żebra, cudem nie przebiły płuc. Jesteś cała poobijana, lecz mroczne elfy są ulepione z twardej gliny. Dlaczego go wezwałaś?
- Wody - wychrypiała elfka. Stary podał jej naczynie z wywarem z leczniczych ziół. Skrzywiła się, lecz piła dalej. Zapadła cisza.
- Wytłumacz mi, Nemeyeth. Nigdy nie byłaś nieposłuszna moim rozkazom. Gdyby nie Peto, który zorientował się, gdzie jesteś i wezwał mnie, nie przeżyłabyś. Obrażenia, jakie zadał twojej astralności, były ogromne.
- Przepraszam... ja chciałam... chciałam go spytać, opanować... zawładnęła mną pycha...
- Żaden z mrocznych elfów nie ma prawa kontaktować się z tym demonem! - wykrzyknął mocnym głosem. - Czyż nie znasz legendy, która zawiera w sobie nie ziarno, a plew prawdy?!
Nemeyeth spojrzała na niego zmęczonym, lecz zdziwionym wzrokiem.
- A, tak... musiało mi się zapomnieć... - powiedział spłoszonym głosem. - To moja wina. Przepraszam. Posłuchaj. Wieki temu, gdy mój dziad był młodszy od Ciebie, po ziemi chodził dumny mroczny elf, Naroth. Był dzielny, mądry, silny. Idealny. Napotkał na swojej drodze upiora z tego rodu, z którego Ty napotkałaś upiora sześć dni temu. Tak, sześć, nie przerywaj mi! - uciszył gwałtowne bełkoty Nemeyeth. - Był od niego silniejszy, lecz postąpił niehonorowo... po pokonaniu upiora, wyszydził go. Demony, upiory... są wrażliwe na tym punkcie. Upiór zebrał wszelkie siły, czerpiąc ze źródła złości i odebrał moce Narothowi. Rzucił też klątwę na cały nasz szczep... każdy, kto spróbuje tknąć ich ród, zostanie zdeptany. Najgorsze jest to, że te upiory nie poprzestaną na tym, kto je ruszy. Odnajdą resztę jego szczepu i zabiorą wszystkim moce. Odnajdą bliskie osoby walecznego elfa i będą torturować te osoby na jego oczach. Czy tego chciałaś?!
Elfce zalśniły łzy w oczach na myśl, do czego mogła doprowadzić.
- Nie wiedziałam... Mistrzu...
- Postąpiłaś nierozsądnie - przerwał jej staruszek. - Lecz wygoniłaś go do świata cieni. Nie będzie nikogo nękać. Wie, że jesteś silną przeciwniczką... powiedziałbym, iż potężniejszą, niż Naroth w czasach jego świetności, lecz nie chcę wbijać cię w pychę.
Nemeyeth patrzyła na staruszka, który powoli wstał i bezszelestnie podszedł do wyjścia. W drzwiach odwrócił się.
- Pij wywar z ziół, który Ci dziś podałem. Wiesz, z jakich został stworzony, wyszkolona jesteś nie tylko w czarnej magii.
- Ildruinie... - zaczęła elfka.
- Tak, viisas?
- Już nigdy nie postąpię wbrew twej woli.
Starzec uśmiechnął się.
- Nie wątpię. Dostałaś niegorszą nauczkę od losu, co twój pra...pra...pra...pradziad. Tak, jesteś jego potomkinią - potwierdził, widząc zdziwienie w oczach elfki. - Na szczęście jesteś mądrzejsza i potężniejsza. Lecz niech pycha cię nie zgubi! - powiedział, po czym odszedł w dal.
- Niech gwiazdy Cię prowadzą, Ildruinie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Ostatni krzyk złapanej duszy.